piątek, 23 stycznia 2015

Dlaczego niektórzy milionerzy klepią biedę

 ... czyli co miał na myśli Mark Twain, pisząc, że "Niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne kiedy obraduje Parlament". 

   Magazyn Forbes publikuje listę "100 najbogatszych Polaków". Jest na niej kilku przedsiębiorców z naszego regionu. Z roku na rok pną się na coraz wyższe pozycje:


Majątek w wysokości 495 mln zł wystarczył, by uplasować się w połowie listy "100 najbogatszych Polaków"
/2014 r. źródło 
   
   Liczby robią wrażenie, ale trzeba pamiętać, że to nie 495 milionów złotych w gotówce, tylko wycena majątku, a majątek to również... dzieła sztuki. To straszne, jak bogatym ludziom trudno realizować swoje pasje: 495 mln zł nie starczyłoby nawet na zakup jednego obrazu!

Na "No. 5" Jacksona Pollocka z 1948 r. trzeba wydać 598 milionów złotych.
(muszę zabronić synowi ćwiczenia malowania - wg mnie osiągnął kasowy poziom)
/ źródło 
   
   Chcąc mieć na ścianach obrazy, a nie zdjęcia z komunii, musimy postarać się by na koncie mieć miliardy, a nie miliony. Ale skąd wziąć miliardy? Różne są drogi do bogactwa: jedni wybierają pracę, drudzy lotto, niektórzy oczekują spadku, a jeszcze inni liczą na to, że kluczową rolę w ich bogaceniu się odegra rząd. Tu być może kogoś zaskoczę, ale należę (niestety) do tej grupy milionerów, którym miliony "pomógł" zdobyć rząd. Tę "pomoc" rządu tak skomentował goszczący ostatnio z wykładem w Andrychowie propagator idei wolnorynkowych: 

"Jeśli ludzie nie mają pieniędzy by kupować towary, których potrzebują, to skąd „państwo” weźmie pieniądze na „kreowanie” popytu? Może je zdobyć zaciągając kredyt (dług publiczny) – a więc zachęcając aktualnie żyjących (i głosujących) obywateli do konsumpcji, bez uświadamiania im, że odbywa się ona na koszt ich dzieci i wnuków, albo – „wypłukując złoto z powietrza” – czyli „kreując” pieniądze (...). Gdyby jednak przy pomocy „kreowania pieniądza” i temu podobnych sztuczek można było rzeczywiście rozwiązać problemy gospodarcze w sposób trwały, to życie byłoby piękne, ponieważ do tej pory bylibyśmy już, wszyscy co do jednego, bogaci. Niestety „kreowanie” pieniądza przez „państwo” nie polega na wypłukiwaniu złota z powietrza, tylko – na wypłukiwaniu go z kieszeni obywateli, co nazywa się inflacją. Bo za „kreowanie” pieniądza ktoś prędzej czy później musi zapłacić"*

   Niby oczywista oczywistość, że bogactwo bierze się z pracy, a nie z drukowania pieniędzy, ale wciąż znajdują się tacy, którzy chcą spróbować dodruku, licząc na to, że uda im się "oszukać system" (to z pewnością ci, którzy słyszeli opowieść o tym, że "czegoś nie zrobiono, bo podobno nie dało się tego zrobić, aż w końcu przyszedł ktoś, kto nie wiedział, że się nie da, i to zrobił"). 

Każdy lubi dolary

   W związku z tym, że jestem milionerem, stać mnie na pisanie bloga za darmo. Mój spory zapas gotówki (dolarów) zawdzięczam pewnemu czarnoskóremu prezydentowi**: świetnie wykształcony (tytuły Master of Science oraz Master of Laws znanego londyńskiego uniwersytetu), zasiadł na prezydenckim stołku, by jego kraj rósł w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Stosując opisaną wyżej politykę interwencjonizmu wręcz produkował milionerów. Udało mu się jak mało komu (jest w światowym TOP 3!*** pod tym względem). Ale nie ma się czemu dziwić: z takim wykształceniem musiało się udać! Szybko ozłocił mieszkańców swojego kraju (a raczej odolarzył), a ci - w szczycie gospodarczego prosperity -  rozjechali się  po świecie****, by wydawać swe dolary na to, co lubią najbardziej. 

   Jeden z obywateli tego kraju postanowił się zabawić i dotarł aż do Krakowa, gdzie dobił interesu z bardzo młodą, głupią i naiwną Polką. Zapłacił gotówką (ach te dolary!) i zniknął. Jego polska klientka wraz ze swoją koleżanką przyszła wymienić pieniądze w krakowskim kantorze. Tak się zdarzyło, że za nimi w kolejce stał mój kolega. Opisał tę scenę: 

"Dwie młode laski ubrane jak dziwki, mówiące jak dziwki i wymalowane jak dziwki podchodzą do okienka w kantorze i dają kasjerowi banknot. 
- Wymień na złotówki - powiedziała do kasjera jedna z nich.
Pan spojrzał na nie uśmiechnięty i dokonał wymiany: wypłacił im 3 zł. Wtedy się zaczęło: właścicielkę dolarów zatkało, a jej koleżanka zaczęła głośno się z niej śmiać : 
- Hahahahaha! Zrobiłaś za 3 zł! Hahahaha!"

   Zrządzeniem losu te dolary dotarły do mnie  (nie, nie musiałem nic nikomu robić za 3 zł) i w ten oto sposób, dzięki czarnoskóremu prezydentowi - geniuszowi ekonomii, patronowi drukarzy  - wkroczyłem do klubu milionerów klepiących biedę:

50 bilionów dolarów w gotówce. W Krakowie można za to poszaleć!
Krakowianki koniecznie powinny postudiować tabelę kursów walut.
  Z nagrań prywatnych rozmów szefa NBP, które znamy dzięki kelnerom z restauracji "Sowa i przyjaciele", wynika, że Polska również może stać się krajem milionerów na modłę zimbabweńską. Milionerów wyjadających kit z okien. 

   Tyle, że Afrykańczycy mają nad nami jedną przewagę. Zimbabweńska waluta to dolar, a dolar niektórym idiotkom potrafi zawrócić w głowie, dzięki czemu sprytni, młodzi Zimbabweńczycy mogą sobie poruchać po świecie, płacąc za sex swoim kolorowym papierem toaletowym. Polscy milionerzy ze swoimi złotówkami nie będą mogli liczyć na takie szczęśliwie mylne skojarzenia...

---
*       Stanisław Michalkiewicz
**     Robert Mugabe
***   hiperinflacja
**** "rozjechali się po świecie" = w kraju byłe tyle dolarów, że nie starczyło miejsca dla ludzi

1 komentarz:

  1. This is Best of the best!!! I`m leaving to Zibabwe to earn some Dollars !!!!!$$$$$

    Hesus Gonzales Gomez.

    OdpowiedzUsuń

Popularne posty

Formularz kontaktowy

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *